PREMIERA nr 4191

Zasłyszane w Sans-Souci, Anno Domini 2018

„Jakże mi toli żal waćpana, żeś jeszcze nigdy nie był na teatrze. Toż tam wędrowne komedianty przedstawiają życie, jakim prawdziwie jest… Są tam widowiska, w których zbójcy to zbójcy, a daleko uczciwsi są od ludzi w pałacach…  Albo znowu inne, gdzie ojcowie nocami nie śpią, zrywają się, cyfry przez sen wykrzykują… Gdzie cierpieć jest przeznaczeniem kawaliera! Gdzie król o czwartej rano wstaje i szpikiem ludu się naciera. Gdzie podobno życie nie zawsze wzniosłych maksymów chce słuchać. Gdzie fałszowaniu monety winni pachciarze mincarni, jeno nikt powałaszyć ich nie śmie. Gdzie cienko śpiewają biskupi, ale pomaga się im jak można. Gdzie chłop nie tylko zieleninę jada i bronią mu warkocz nadwiślański nosić dla dekorum. Gdzie minister jest kawalierem Orderu Słonia pierwszej klasy… Gdzie wierutna siurpryza się zdarza na dowód uprzejmości humoru króla dotąd niewydarzonej. Gdzie ingerencję rządu we wszystko wszędzie skasowano. Gdzie niedobrze być nierządnym, słabym, mizerakiem, a jednak miło mówić, że się jest Polakiem”.

 

Udział w festiwalach i konkursach

  • Spektakl bierze udział w IV edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

 

Klasyka_Zywa_logo  OKT 2017_logo mkidn_01_cmykit_15lat___Bold_full

Bilety w cenach

  • I strefa 90 PLN normalny;
  • II strefa 80 PLN normalny;
  • I strefa 60 PLN ulgowy;
  • II strefa 50 PLN ulgowy;
  • Grupy powyżej 15 osób 40 PLN. Bilet dla opiekuna Grupy 5 PLN.

Wideo

Recenzje

Najwyższe uznanie należy się aktorom, którzy wypowiadają te piętrowe ilości słów w sposób zajmujący, docierając do ich sensów [...] Najjaśniej błyszczy oczywiście Jan Peszek w tytułowej roli króla Fryderyka II. Peszek balansuje na granicy kabotyństwa, wdzięczy się do widowni żartami i odgrywaniem starego zrzędy, by za chwilę uderzyć w najbardziej poważne kwestie. Szybkie zmiany tonu, niezwykła elastyczność, reagowanie na partnerów i ogromne skupienie pozwalają Peszkowi zupełnie zawładnąć publicznością. Fryderyk zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, jest irytujący, głośny, ale także jakoś „niewinny” w swojej ironii, w obnażaniu śmiesznych dworskich póz, w swoim zdrowym rozsądku. Zawsze mówi prawdę, przekłuwa balon powagi, jest świadom politycznych gierek. Obstaje przy starym porządku świata, przeciwny jest wszelkiej demokratyzacji. Jego głównym partnerem jest Krasicki, grany przez Michała Kaletę. Ta rola to spory wyczyn – nie tylko dlatego, że na niej opiera się cały spektakl. Kaleta jest odpowiednio oślizgły i zarozumiały, z łaszącego się do króla lizusa zmienia się w cynicznego gracza, który świadomie wybiera konformizm jako strategię politycznego przetrwania do załatwiania partykularnych interesów.

Stanisław Godlewski, poznan.wyborcza.pl, 6 maja 2018

Jan Klata — mistrz od sampli, skrechów mentalnych i teatralnego remiksowania jest naprawdę w świetnej formie! Wielki Fryderyk na podstawie tekstu Adolfa Nowaczyńskiego, którego wyreżyserował w Teatrze Polskim w Poznaniu, to czterogodzinny kunszt słowa! Odpowiedzialnych za powodzenie tego spektakl jest więcej. Przede wszystkim to Wielki Jan Peszek w roli króla, który po 37 latach ponownie pojawił się w Polskim i świetny w roli biskupa Krasickiego (mam wrażenie, że w najlepszej roli w swojej karierze), Michał Kaleta. Na wyróżnienie zasłużył także występujący w Polskim gościnnie, aktor Narodowego Starego Teatru w Krakowie – Krystian Durman (jako ubiegający się o posadę lektora królewskiego, pochodzący z włoskiej, podupadającej szlachty Lucchesini). [...]
Wielki Fryderyk, oprócz gorzkich prawd i fantastycznego aktorstwa, to także wizualny i inscenizacyjny majstersztyk, swoją scenograficzną skromnością niepodobny do spektakli Jana Klaty. Tworzą ją jedynie zwisające z sufitu arrasy, na których groźnie szczerzą kły zwierzęta. Wszystkie w złotych, zdobionych ramach, zwrócone ze swoją agresją do centrum scenicznych wydarzeń. Za fenomenalne kostiumy z epoki, scenografię i światła odpowiedzialna jest Justyna Łagowska. Za ruch sceniczny dopełniający estetycznego kunsztu — Maćko Prusak.

Byłam widziałam, bylamwidzialam.pl, 6 maja 2018

Trzeba oddać aktorom, że znakomicie sobie radzą z wyrafinowaną, przeładowaną archaizmami i zapożyczeniami frazą Nowaczyńskiego. Króluje, oczywiście, Jan Peszek, który – zgodnie zresztą z założeniami autora – prowadzi swoją rolę z niezwykłą lekkością, humorem i ironią, bawiąc się nie tylko językiem, ale i jego usłużnością wobec autorytarnej władzy; w jego interpretacji język staje się narzędziem wyrafinowanej przemocy, tym groźniejszej, że pozornie niewidocznej i przystrojonej w piórka żartu. Wielki powrót, wielka rola. Michał Kaleta z kolei tworzy przejmujący portret człowieka z wielkim ambicjami, który musi ugiąć się pod ciężarem własnych grzechów i niekorzystnych życiowych okoliczności. Wrażenie robią zwłaszcza sceny, w których biskup warmiński musi grać w perwersyjną grę, zaproponowaną mu przez króla. Kaleta w mistrzowski sposób pokazuje wtedy sprzeczność między fałszywymi słowami a tym, co myśli. Na uwagę zasługują też Krystian Durman w roli Włocha, von Lucchesiniego oraz Ewa Szumska w roli generałowej Skórzewskiej.

Tomasz Domagała, domagalasiekultury.pl, 12 maja 2018

Stary Fryc nie cenił specjalnie Polaków, Rosjan miał za barbarzyńców, zaś język niemiecki przypominał mu rżenie chabety. Jego jedyną namiętnością były władza i państwo pruskie, które od podstaw zbudował. Adolf Nowaczyński napisał sztukę o Fryderyku II po to, by wykpić romantyczną mitomanię Polaków, zawsze skazaną na klęskę w starciu z pragmatyzmem nowoczesnej Europy. Wprawdzie Jan Klata inaczej rozłożył akcenty, ale w napisanym przed stu laty tekście odnalazł także naszą polityczną współczesność.

Rzecz rozgrywa się w królewskim pałacu Sanssouci, gdzie wśród dworskich intryg egzystuje zbiór barwnych postaci. Sprytny wesołek Lucchesini (Krystian Durman), rozdarty między miłością do córki fabrykanta a karierą wojskową Lejtnant Krasicki (Konrad Cichoń) i usłużni Ministrowie Korony. Wszyscy oni, spragnieni przywilejów i zysku, jak sępy orbitują wokół starzejącego się i nieco zdziwaczałego Króla.

Jan Peszek gra w gruncie rzeczy polityczną satyrę. Jego Fryderyk umiejętnie używa pojęć oraz idei, sprytnie rozgrywając tych, którym zdaje się, że sami ustalają reguły gry. Pod maską ekscentrycznego Prusaka skrywa bowiem cynizm absolutny. W najlepszej ze scen przyglądamy się monumentalnej ceremonii państwowego pogrzebu ukochanego psa monarchy. Trudno o wymowniejszy obraz obłędu władzy. A jednak najciekawszą, bo najmniej oczywistą postacią jest w tym spektaklu biskup Krasicki w wykonaniu Michała Kalety. Świadom reguł gry, próbuje ocalić w sobie resztki idealizmu

Michał Centkowski, Newsweek Polska nr 21, 16 maja 2018

Tymczasem grany przez Jana Peszka siedemdziesięcioletni satrapa bez skrupułów wylicza wady i błędy Polaków. Trzeba podkreślić, że wybitny aktor nie bez powodu nigdy nie zagrał żadnej romantycznej roli: jest idealnym alter ego autora Wielkiego Fryderyka - racjonalistą, który w historycznym kostiumie krytykuje polski dryf przez wieki. Z typową dla siebie witalnością, a nawet błyskiem w oku, scena po scenie, nasyca ironiczną bezwzględnością monologi uderzające w zacofanie i lenistwo Polaków. Piętnuje korupcję, brak konsekwencji, a także samobójczą formę patriotyzmu, która przynosi same straty. Nic tak nie cieszy Fryderyka jak bunt polskich urzędników. Gdyby zostali na posadach - Prusy musiałyby im płacić odszkodowania za odwołanie ze stanowisk. Jednak najboleśniej brzmi pytanie o to, jak można szanować Polaków, skoro nikt się ich nie boi. Nasi sąsiedzi mają skrajnie odmienną perspektywę naszej historii niż my: polski suweren jest dla nich słaby.
[...]
Świetnie gra cała obsada, w tym Krystian Durman jako przebiegły Lucchesini z bielmem w oku, zaś Andrzej Szubski jako stateczny Hertzberg. Jednocześnie przekaz płynący z ekranów można śledzić jak gorące newsy na pasku programu informacyjnego. Największym jest informacja, że Jan Klata wywodzący swój teatr z popkultury, wideoklipu i remiksu - postawił, tak jak we wcześniejszym Weselu, na literaturę dramatyczną. Na scenie i na ekranach króluje słowo, a nie wideonarracja, mająca "urozmaicić" przekaz. Mało jest też żartów typowych dla wczesnych spektakli reżysera, choć generał von Zieten pojawia się w krzyżackiej zbroi. Czyżby Klata stawał się klasykiem?
O ile w spektaklu dominuje słowo, o tyle najmocniejsza scena podporządkowana jest muzyce. To pointa zwierzęcej wizji świata. Dwór zbiera się na pogrzebie ukochanego charta Fryderyka. Scenę i salę Polskiego przez ponad dwadzieścia minut przeszywa metafizyczna muzyka - reinterpretacja "Symfonii pieśni żałosnych" Henryka Mikołaja Góreckiego, dokonana przez saksofonistę Colina Stetsona. Dyktuje rytm żałobnego marszu dworaków. Zaś biskup Krasicki, recytując swoje bajki, z rosnącym przerażeniem uświadamia nam i sobie nieprzemijającą aktualność "Ptaszków w klatce". To epitafium dla marzeń o świecie równych sobie ludzi i narodów.

Jacek Cieślak, Teatr nr 6, 6 lipca 2018