z21461644V,To-wlasnie-ten-teren-jest-tak-trudny-do-zagospodar

Dzisiejsze głosy

Jakub Głaz: Jak powiększyć sobie wyobraźnię [FELIETON]

 

Gdzie powinno być miejsce na pokazywanie planów, warsztaty, dyskusje i działania na bazie wciąż niezrealizowanej makiety miasta? Czemu właśnie nie przy 27 Grudnia, na widoku, w jednym z obiektów teatralnego przedpola, który może pojawić się tutaj, oczywiście po konkursie.

Przestrzeń przed Teatrem Polskim można zwężać, poszerzać, modyfikować jak bądź, najpierw jednak trzeba powiększyć sobie wyobraźnię. Irena Kwiatkowska w Kabarecie Starszych Panów twierdziła, że najlepiej robić to grupowo i wiosną. A więc – do roboty!

Są tematy, jak drzemiące wulkany; czasem pójdzie dym, coś grzmotnie, i – znów cisza, można tylko pomarzyć o erupcji naprawdę dobrych pomysłów. Tak buzuje przed Teatrem Polskim, gdzie wygon po zburzonych kamienicach dobija czterdziestki.Wulkan znów puścił dymek: prywaciarz nie chce inwestować na swoim, miasto nie wie, co robić z własną działką, dyrektor Nowak z teatru marzy o miejskim ogrodzie, redaktor Bielicka jest raczej za biurami, a radny Mikuła wyobraża sobie tu muzeum niepodległości oraz, co już brzmi lepiej: centrum pracy organicznej. Znów dyskusja, tym razem bardziej kreatywna, lecz chaotyczna; jak zwykle, gdy pochylamy się nad miejscami, nad którymi nic tylko siąść i płakać. Teatr Polski, plac Wiosny Ludów, Małe Garbary; od debaty do debaty, Naród Sobie rzepkę skrobie, często nieświadomy dawnych dobrych pomysłów lub, przeciwnie, trzymając się sztywno przebrzmiałego planu. Na końcu i tak przychodzą buchalter z prawnikiem: szach mat, dziwaki, nie da się, nie ma forsy lub sposobu na zamianę działek.

Wulkan cichnie, psy wracają nawozić miejskie nieużytki, kurtyna.

Na teren przed Polskim koncepcji było wiele i warto się czegoś z nich nauczyć. Piekielnie świeżo wygląda do dziś grzebieniowa zabudowa autorstwa Liśniewicza sprzed ponad pół wieku. Dużo powietrza wpuszczają w to miejsce wewnętrzne pasaże i dziedzińce z konkursowych prac z 1986 roku. Supertrio Milewski, Skupniewicz, Sternal zadaszyło tu nawet część ulicy. Nie brak kiksów, niektórzy zasłaniali teatr, ale widać zdrowe podejście do śródmiejskiego życia: pasaże, skwery, podcienia. W latach 90. było dziwnie: ktoś chciał stawiać kopię Okrąglaka, później cep kapitalizmu walczył, by budować ciasno i przesunąć planowaną linię zabudowy na jej dawne miejsce. Ulica miała być znów wąską kichą bez rosnących tu platanów. Ani niezła koncepcja pracowni JEMS, ani kloce ADS-u nie miały wdzięku wcześniejszych pomysłów. Dziś wywracamy stolik: ogród, muzeum, praca organiczna.

Dobre pomysły, lepsze niż nuda planowanych biurowców, ale bierzmy się do tematu, no właśnie, organicznie: od wywrotowych koncepcji, po perfekcyjną realizację.

Na razie Poznań raczej dłubiemy, bo nie mamy porządnej wizji. Gdzieś z tyłu, za biurkami, przy których trzepie się pozwolenia na budowę lub plany zagospodarowania, powinna siedzieć grupa kreatorów zarzucających miasto pomysłami; niech będą odjechane, ale realne, potem i tak rzeczywistość zrobi swoje. Poznaniowi na gwałt trzeba wyobraźni, tej której brakowało podczas wielu inwestycji. We Wrocławiudla kluczowych wyrw w zabudowie architekt miasta ma w zanadrzu parę różnych ogólnych koncepcji, które czekają na pieniądze lub inwestora. U nas urzędowa kreacja dopiero się rodzi, nadganiamy opóźnienia, przeważa reakcja na potrzebę chwili lub wymogi dewelopera, czasem udaje się konkurs. Kompulsywne dyskusje jakoś nie chcą skończyć się realizacjami na miarę szczecińskich Przełomów lub Małopolskiego Ogrodu Sztuki z Krakowa.

Oba te projekty, sposób myślenia, który za nimi stoi, to podpowiedź na teren przed Polskim. Przełomy – muzeum, które jest placem. Ogród, który tworzy miejską pierzeję i prowadzi do budynku.

Gdzie powinno być miejsce na pokazywanie planów, warsztaty, dyskusje i działania na bazie wciąż niezrealizowanej makiety miasta? Czemu właśnie nie przy 27 Grudnia, na widoku, w jednym z obiektów teatralnego przedpola, który może pojawić się tutaj, oczywiście po konkursie. Bo nie ma mowy, żeby coś tu dłubać bez koncepcyjnego konkursu, który, po określeniu brzegowych warunków, pokaże, jaki potencjał ma całe to miejsce. Czy to ogród, czy palmiarnia, czy nowa scena teatru, miejskie zielone tarasy, biura, mieszkania czy basen na dachu, wiele jest możliwe, jeśli się dobrze pokombinuje i połączy publiczne z prywatnym. Jak do tego dojdziemy, przyjdzie czas na zmianę planu zagospodarowania. Niech więc gdzieś przed teatrem znajdzie się też parę metrów na Miejski Ośrodek Powiększania Wyobraźni z makietą miasta – protezę tych szarych komórek, które w poznańskich głowach pracują na ćwierć etatu.

U mnie zresztą nie lepiej, tryby się przegrzały; coraz trudniej wyobrażam sobie życie w mieście z chronicznym niedoborem wyobraźni.

Artykuł pochodzi ze strony Wyborcza.pl