Sędzia piłki nożnej musi być jak dobry ojciec – surowy, ale sprawiedliwy. W sztuce Zoltána Egressyego akcja dzieje się w szatni sędziowskiej, w której arbiter główny oraz dwaj sędziowie liniowi przygotowują się do meczu. Poza obowiązkami zawodowymi łączą ich prywatne sprawy – niespełnione ambicje, zazdrość, pragnienie sławy, walka o pozycję zawodową i rywalizacja o kobietę. W takim układzie sędziowanie meczu, który dla jednego z nich ma być przepustką do ligi międzynarodowej, może okazać się katastrofą…

Zoltán Egressy – węgierski pisarz, poeta, dramaturg. W 1995 roku zadebiutował sztuką „Reviczky”. Autor dramatów: „Stracony raj” (1997), „Portugalia” (1997), „Prywatny nauczyciel” (1998), „Szczaw, frytki” (1999), „Niebieski, niebieski, niebieski” (2000). Dramaty Egressyego zostały przełożone na kilka języków i z powodzeniem prezentowane były na scenach węgierskich, czeskich, słowackich. Największą popularność przyniosła mu „Portugalia”, wystawiona również w Teatrze Polskim w Poznaniu. Sztuka „Szczaw, frytki” od kilkunastu lat realizowana jest w węgierskich teatrach; zdobyła również popularność m.in. w Anglii, Niemczech, Bułgarii i Serbii.

Spektakl powstał w ramach Pracowni Inicjatyw Aktorskich (PiniA).

Bilety w cenach: 50 PLN/ 30 PLN

„Szczaw, frytki” to sztuka dla aktorów (chociaż dowcipne kostiumy dookreślają ich osobowości i dodają pikanterii). Świetnie napisane dialogi, krótkie, trochę pourywane zdania skrzą się humorem, który jest raczej sarkastyczny a chwilami wręcz ociera się o groteskę. Z drugiej strony, jest to język jak najbardziej realistyczny, powiedziałbym delikatnie – męski, który w ustach Papugi, Kaźmierczaka i Adamskiego brzmi nad wyraz naturalnie, swobodnie. Kaźmierczak, będąc jednocześnie aktorem i reżyserem, pilnuje, aby sztuka nie osunęła się w rejony taniej farsy, aktorzy nie poszli na lep rozbawionej publiczności. A ta śmieje się często i gęsto, chociaż momentami ten śmiech więźnie w gardle. I wtedy chciałoby się przywołać to wyświechtane już gogolowskie powiedzenie: „Z samych siebie się śmiejecie”.

/Stefan Drajewski, „Głos Wielkopolski”/

Aktorzy grają brawurowo, na równym poziomie. Mariusz Adamski w roli głównego sędziego wyśmienicie ukazuje postać onanizującą się swoim ego. Piotr Kaźmierczak wybornie niuansuje postać lizusa, tchórza, zawistnika. Natomiast Artysta grany przez Jakuba Papugę to smutny błazen, niczym u Erazma z Rotterdamu, głupota mówiąca prawdę. Zdobywa sympatię widzów jako postać najbardziej autentyczna, bezinteresowna i niewykalkulowana.

/Maria Magdalena Beszterda, www.eczaskultury.pl/

Tak bezpretensjonalnie i z humorem zbudowani bohaterowie pozwalają widzowi spojrzeć w lustro. W codziennych problemach związanych z karierą, rodziną i życiem osobistym dostrzega się własne słabości, z których na tym spektaklu można się otwarcie i szczerze pośmiać. Żywe i obfitujące gorzkim humorem dialogi Zoltána Egressyego w przekładzie Jolanty Jarmołowicz pozwalają zabłysnąć aktorom. Jakub Papuga w roli podpitego filozofa raz po raz wywołuje głośny śmiech, podobnie jego koledzy. To śmiech szczery i oczyszczający – nikt tu nie kpi z nieporadności bohaterów, lecz z własnych porażek, bo nagle nie trzeba się wstydzić. Wszyscy przecież mają podobnie.

/Anna Rogulska, www.kulturapoznan.pl/