Tłumacz
Maciej Świerkocki
Reżyseria
Maja Kleczewska
Dramaturgia
Damian Josef Neć
Muzyka
Cezary Duchnowski
Scenografia
Zbigniew Libera
Kostiumy
Konrad Parol
Choreografia
Kaya Kołodziejczyk
Reżyseria światła i wideo
Wojciech Puś
Kierownictwo muzyczne
Adam Domurat
Inspicjentka
Magdalena Matusewicz
Premiera
16-06-2022
Scena:
Teatr Polski w Poznaniu
Czas trwania
2 godz. 50 minut
Liczba przerw
0

Obsada

Asystentka scenografa: Ewa Libera

Spektakl z towarzyszeniem Orkiestry Antraktowej Teatru Polskiego w Poznaniu pod kierownictwem Adama Domurata oraz chóru Pogłosy.
Transliteracja tekstów hebrajskich: Damian Josef Neć

Spektakl tylko dla widzów dorosłych.

Więcej informacji: ulisses.teatr-polski.pl

PREMIERA nr 4206

Leopold Bloom budzi się rano 16 czerwca 2022 roku w Poznaniu. Wychodzi z domu. Przez cały dzień uparcie krąży po ulicach Poznania. Przesiaduje w pubach, spotyka znajomych i nieznajomych. Przez większość dnia prowadzi pozornie nieistotne rozmowy. Pije piwo. Robi zakupy. Jakoś mija mu ten dzień na sprawach błahych, codziennych. Pozornie nic szczególnego się nie dzieje.

Rzeczywistość jednak staje się coraz bardziej nierealna. Zdarzenia ulegają deformacji w wyobraźni Blooma. Śni on sen, z którego trudno jest się obudzić. W epicentrum snu umysł Blooma eksploduje, szaleństwo wojny Joyce przekłada na stan umysłu głównego bohatera. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Rzeczywistość morfuje, zmieniając znaczenia tego, co jeszcze chwilę temu wydawało się zrozumiałe. O drugiej w nocy Bloom postanawia wrócić jednak do domu, gdzie czeka na niego Molly-Penelopa.

Kim jest współczesny Odys? Jaką tożsamość ma wędrowiec-tułacz? Jakie znaczenie mają stacje w jego podróży? Kim są Cyklop i Nauzykaa? Gdzie znajduje się Itaka dla polskiego zasymilowanego Żyda? Czy poczuje się on w końcu „u siebie”?

Bloom i Molly rocznicę urodzin nieżyjącego synka przeżywają osobno, po to, by zrozumieć, jak bardzo za sobą tęsknią. Ulisses jest pieśnią o miłości – o tym, co może ocalić nasze człowieczeństwo.

Zapraszamy na wątróbkę i zimne piwo do pubu Syreny, w którym staniecie się uczestnikami oratorium na cześć życia i pochwały codzienności, które dzisiaj zagrożone są wojną, lękiem, niepewnością.

W setną rocznicę wydania Ulissesa Jamesa Joyce’a zapraszamy na polską prapremierę nowego tłumaczenia Ulissesa pióra Macieja Świerkockiego, które w niezwykle błyskotliwy sposób przybliża nam prozę irlandzkiego autora, jednocześnie odkrywając bezgraniczne poczucie humoru autora.

 

Spektakl tylko dla widzów dorosłych.

 

Partnerzy spektaklu

 

Sponsor spektaklu

Wideo

Recenzje

Wydany przed stu laty „Ulisses" Jamesa Joyce'a wzbudził wielkie emocje nie tylko za sprawą odważnych treści, ale i oryginalnej formy. Oparte na nowym tłumaczeniu powieści przedstawienie Mai Kleczewskiej jest rodzajem scenicznej instalacji.

Zabudowana widownia Teatru Polskiego wraz ze sceną stają się wnętrzem kawiarni. Widzowie siedzą przy stolikach, przez cały spektakl obsługa serwuje koktajle i przekąski. Pomiędzy nimi swobodnie poruszają się postaci. Leopold Bloom (intrygujący Piotr Jankowski), współczesny Odyseusz, miejski włóczęga, uwięziona w małżeństwie Molly Bloom (świetna Alona Szostak) oraz towarzysz tułaczki Stefan Dedalus (Michał Sikorski).
Twórcy przenoszą bohaterów z Dublina w realia współczesnego Poznania. Tłem dla wydarzeń opisywanych przez Joyce'a stają się znane adresy, miejsca, postaci życia publicznego i towarzyskiego. Tu rozgrywa się miłość, polityka, sztuka. Wszystko to dociera jednak do widzów we fragmentach, porwane i chaotyczne. Właściwie treść powieści schodzi w spektaklu Kleczewskiej na drugi plan. Najciekawsza jest w tym „Ulissesie" próba oddania fragmentaryczności i polifonii hałaśliwego współczesnego życia miejskiego, jaką w literaturze nurtu strumienia świadomości podjął autor. I to się twórcom udaje.

Ramą tej interesującej, choć chwilami przytłaczającej widza nadmiarem bodźców teatralnej instalacji jest grana na żywo muzyka Cezarego Duchnowskiego.

Michał Centkowski, „Newsweek Polska” nr 27, 27 czerwca 2022

Prezydent Poznania wprowadza wolną miłość, wolne pieniądze i wolny, liberalny kościół w wolnym państwie. Ledwo jednak opada połyskujące konfetti i przycicha wiwat gildii rzemieślniczych, obwołany zostaje antychrystem…
To tylko jeden z wątków „Ulissesa” Mai Kleczewskiej według (arcy)powieści Jamesa Joyce’a. Są sceny dramatyczne, komiczne i romantyczne. Jest seks i bijatyka. Wykłada się podstawy antysemityzmu i metempsychozy. Zwierzeniom prostytutek towarzyszy cyrkowa tresura. Ciężarny Bloom rodzi ośmioro dzieci, czerwony muchomor gra kardynała Dziwisza, trzynaścioro aktorów tańczy niczym w upiornym remake’u sceny z „Salta” Konwickiego…
Gdyby to określenie nie było brzydko nadużywane, powiedziałbym, że dzisiejsza premiera Teatru Polskiego – na podstawie nowego przekładu autorstwa Macieja Świerkockiego - to teatr totalny: dwa równoległe ekrany, orkiestra, chór, gromadka dzieci, monologi, śpiew, taniec, pantomima, kostiumy, rekwizyty i akcja dziejąca się właściwie wszędzie.
Nie pytajcie mnie o przekaz, pytajcie o emocje. To był teatralny trip. To był psychodeliczny show.
A wszystko działo się we wnętrzu irlandzkiego pubu, z Guinnessem z kija, smażoną wątróbką, kanapką z wegańskim pasztetem i szerokim wyborem spirytualiów. Przyjmują płatność kartą.
No i zawsze można powiedzieć, że się widziało „Ulissesa”. Bo kto uwierzy, że się przeczytało.

Waldemar Kuligowski, , 16 czerwca 2022

„Ulisses" w reżyserii Mai Kleczewskiej to spektakl o outsiderach oraz państwowej i kościelnej opresji. Bardzo polityczny i bardzo w duchu oryginału.

„Ulisses" ma opinię książki arcytrudnej. Takiej, którą można by podsumować rysunek z kultowej "Teorii literatury" Jonathana Cullera: na dywanie w bibliotece leży nieboszczyk, a podpis głos: "Czytał bez przygotowania".
(...)
W Teatrze Polskim w Poznaniu żadnego skandalu nie było, bo też co dzisiaj ma szokować? Nawet aktorka sikająca do wiadra, która miała chyba w zamyśle reżyserki oddać klimat oryginału (nie ma wydzieliny, o której Joyce by nie wspomniał), nie wywołała grymasu obrzydzenia, raczej umiarkowane zaciekawienie.
(...)
Widzowie siadają przy okrągłych stolikach. Kilka pozostaje pustych – rezerwacje są dla aktorów. Jako pierwszy człapie Leopold Bloom (Piotr Jankowski), potargany i w dezabilu, jak rozbitek. Tak miało być – tłem jest Terminal A, za którym widać morskie fale. Chodzi przecież o włóczęgę, odyseję we współczesnej wykrzywionej mikroskali: akwizytor będzie się włóczyć po mieście, by ostatecznie powrócić do żony. Na razie jednak zakłada spodnie i pyta Molly, co zje na śniadanie.

Jesteśmy bowiem na Eccles Street. A także w Martello Tower, gdzie Stefan Dedalus (zakapturzony, emopodobny Michał Sikorski) je śniadanko z Gogusiem Mulliganem i Hainesem. Oraz w burdelu Belli Cohen (jedną z syren jest Piotr B. Dąbrowski, chapeau bas!). I w knajpie, w której Bloom spotka się z antysemitą. Świetny pomysł na oddanie symultaniczności powieści, a także miejskiej heteroglosji. Co więcej, osadzenie akcji w barze sprawia, że "Ulisses" Kleczewskiej jest bardzo sensualny, oddziałuje nie tylko na wzrok i słuch (wykonywana na żywo na balkonie muzyka Cezarego Duchnowskiego tworzy miejską audiosferę), ale i na węch. Bar jest otwarty przez trzy godziny trwania spektaklu, widzowie kupują guinessa i wino, kucharz smaży wątróbkę. Pachnie mięsem i gotowanymi warzywami. Szkoda, że teatr tak rzadko wykorzystuje zapach.

"Ulisses" to powieść strumienia świadomości, a Kleczewska znalazła ekwiwalent Joyce'owskiego przedstawiania treści i procesów psychicznych postaci. Kiedy monologują w myślach, słychać głos z offu, a pozostali bohaterowie zastygają, jak w zatrzymanym filmowym kadrze. Ich wyobrażenia pokazywane są niekiedy w formie filmów na ekranie.

Izabella Adamczewska, https://e-teatr.pl/po-dziadach-maja-kleczewska-zrobila-ulissesa-joycea-teatr-pachnie-watrobka-26864, 19 czerwca 2022

Kleczewska odchodzi od tradycyjnej struktury teatralnej zarówno w sensie narracyjnym, jak i organizacyjnym. Nie ma podziału na scenę i widownię, teatr zamienia się w bar, obsada miesza się z publicznością, akcja dzieje się w różnych miejscach, wybucha znienacka i przygasa, często w tym samym momencie. Z założenia nie da się śledzić wszystkiego, pozostaje łowić wybrane lub przypadkowe fragmenty tej pełnej rozmachu inscenizacji.

Przemek Gulda, , 17 czerwca 2022

"Ulisses" w Teatr Polski w Poznaniu od 1875 to logiczny palimpsest. Logiczny, bo wspaniały przekład Macieja Świerkockiego i przejrzysta dramaturgia Damian Josef Neć. Palimpsest, bo rozegrany w fikcyjnym irlandzkim pubie, a zarazem w "prawdziwym" barze, z guinessem i wątróbką na ciepło, stanowi wielowarstwowy spektakl do wchłaniania, nie raz. Maja Kleczewska stworzyła polityczne i ludzkie inferno, skarnawalizowany do bólu świat, totalny, ale paradoksalnie nienadmiarowy. Rewelacyjni aktorzy, niewiarygodnie ciekawa i "totalna" audiosfera Cezary Duchnowski, przejmujące światła i video Wojtek Pus to, mam wrażenie chyba pierwszy raz, zrealizowana na scenie wizja Artauda. I nawet dzieci na scenie mnie nie wściekły. Choć ciekawe, czy rozumiały, co na niej robią.

Krystyna Duniec, , 18 czerwca 2022

Kobieta u Joyce’a , podobnie jak u Schulza, czy Kafki jest pierwiastkiem soma, stąd wynika jej dionizyjskie rozbuchanie, zaś pierwiastkiem ama jest mężczyzna poszukujący duchowości w świecie. Poszukuje go Stefan Dedalus- Michał Sikorski, współtowarzysz Piotra Jankowskiego w wędrówce po Mieście.
Maja Kleczewska gdy tworzy sceny, to w tyle głowy ma malarstwo- gdy oglądamy bójki w spelunkach, to tak jakbyśmy widzieli postacie z obrazów Vincenta van Gogha z cyklu Jedzący kartofle, przoduje w tym Michał Kaleta, wykrzywia twarz, zawadiacko manewruje kapeluszem, ilustrując plebejski żywioł szynków.
Kleczewska ucieka się również do teatralnej publicystyki, obnaża hipokryzję Kościoła w Polsce, choć ten król już od tak dawna jest nagi. Andrzej Szubski – Kardynał Stanisław Dziwisz jest muchomorem, purpurat otoczony plejadą dzieci właściwie nie śmieszy, bo winien jest dramatu bezbronnych, których dobro Kościół szczególnie ma na względzie….
Polityka jest kloaką, w której toniemy… A i jeszcze polski antysemityzm w kraju, w którym ponoć nie skrzywdzono żadnego Żyda, pod warunkiem, że się zasymiluje……

Agnieszka Giżewska-Szwarbuła, , 19 czerwca 2022

To narracyjne rozwarstwienie i silnie artykułowana wizyjność powodują, że oglądamy przedstawienie z niesłabnącym zainteresowaniem, pochłaniając najbardziej to, co akurat znajduje się w naszym polu widzenia. Dlatego też nie wystarczy przyjść na pełnego rozmachu poznańskiego „Ulissesa” tylko raz. Można jego intensywność i sensualność „smakować” na wielu płaszczyznach i na różnych poziomach, w zależności od tego, w jaką podróż i z którym z protagonistów chcemy się w nią udać. Wszystko to razem powoduje, że co i rusz jesteśmy zaskakiwani nowymi znaczeniami, które pojawiają w różnych kontekstach, politycznych, wojennych, cywilizacyjnych, moralnych czy tożsamościowych. Raz mocno dramatycznych, to znów silnie prześmiewczych, a nawet komicznych. Realistycznych, ale i tragikomicznych, czasami wręcz ludycznych. Siłą rzeczy, taka struktura budowania scenicznego czasu i rzeczywistości przedstawianej, fragmentaryczna i jakby przypadkowa, nie daje szansy na ogarnięcie w tej wybuchowej inscenizacji wszystkiego naraz. Całej kaskady lęków, obsesji czy przeczuć. Stąd też chciałoby się to przedstawienie obejrzeć naprawdę parę razy. Jest w nim bowiem wiele wątków, z których chyba najbardziej rezonuje ten, który dotyczy prezydenta miasta Poznania i jego wolnościowych haseł dotyczących nie tylko państwa czy kościoła, ale również miłości i seksu. Więcej nie powiem, by nie zdradzać czym to się dla wielkopolskiego włodarza skończy.

Wiesław Kowalski, https://teatrdlawszystkich.eu/ulisses-na-ulicach-poznania/?fbclid=IwAR32Adki4r7YGQr9JxvDhQ8d75D1lOz7ymKZYxO7DHDYpLy_BSV6vbTuaSA, 18 czerwca 2022