Dobrochna Ratajczakowa: Teatr Polski w Ogrodzie Potockiego
Słowo teatr ma wiele znaczeń. Gdy je wypowiadamy, najczęściej myślimy o sztuce lub budynku, w którym odbywają się przedstawienia, niekiedy o instytucji, w której pracuje zespół ludzi o bardzo różnych zawodach i specjalnościach. Czasami określamy w ten sposób samo przedstawienie, czasem sytuację życiową, wyglądającą jak spektakl, wyreżyserowany i zagrany przez jej uczestników, mówimy wtedy o teatrze codzienności; jeszcze rzadziej mamy na myśli samą scenę, a najrzadziej – widownię, od której greckiego odpowiednika (theatron) pochodzi ta nazwa, choć przecież słyszy się na przykład, że teatr (w danym przypadku widownia) bije brawo aktorom, przyjmuje sztukę zimno lub gorąco. Są jeszcze metafory, takie jak teatr wojny, teatr dziejów, teatr świata, są najróżniejsze typy i odmiany teatru.

Tymczasem jeśli przyjrzymy się bliżej samemu zjawisku, okaże się, że to słowo, w swym najgłębszym, metaforycznym znaczeniu oznacza dom, dom specyficznej sztuki – sztuki scenicznej. Domem malarstwa i rzeźby będzie galeria lub muzeum, domem literatury – biblioteka, filmu – kino. W tych przestrzeniach dochodzi do spotkania odbiorcy z artystycznym przedmiotem. Dom-teatr funkcjonuje jednak inaczej, bowiem spektakl nie ma przedmiotowego bytu, jest raczej wydarzeniem lub procesem, rezultatem jedynego w swoim rodzaju spotkania żywych – twórców i widzów, spotkania należącego do cowieczornych rytuałów naszej kultury.

Teatr Polski – to po prostu polski dom. Pisany z małej litery oznacza scenę narodową, z dużej – konkretną instytucję, w konkretnym mieście. Jest Teatr Polski w Bielsku-Białej, w Bydgoszczy, w Szczecinie, Wrocławiu, Warszawie i Poznaniu.

Teatr Polski w Poznaniu powstał w XIX stuleciu, w czasie zaborów i jest najstarszym spośród nich. Otwarto go w 1875 roku. Na tych terenach miał charakter Sceny Narodowej, pisanej z dużych liter – charakter znaku i symbolu. Powstał jako swoista reduta polskości, twierdza w twierdzy – wszak Poznań był przez sto lat twierdzą pruską i przeciw niej ten teatr zbudowano. Jeżeli drugi chronologicznie, Teatr Polski w Warszawie, otwarty w 1913 roku, wznoszono jako dom nowej sztuki, w momencie gdy rozluźnione zostały rygory w zaborze rosyjskim, Teatr Polski w Poznaniu budowano w chwili ostrej walki z pruskimi władzami, gdy wycofywano ze szkół język polski, aresztowano społeczników i działaczy, księży (m. in. arcybiskupa Ledóchowskiego), gdy przesiedlano nauczycieli do Rzeszy, gdy wprowadzano ostre, „kagańcowe” prawo prasowe; budowano go przeciw procesowi niemczenia, przeciw unowocześnianej w latach siedemdziesiątych twierdzy, która miała bronić obcych nam wartości i nie naszych terytoriów, ukrytych za jej plecami. I nie tyle chodziło o sztukę, choć przecież przy jej pomocy chciano tutaj mówić do widowni, ile o tę widownię, o jej obronę, naukę, rozrywkę.

Różnice między dwoma Teatrami Polskimi, warszawskim i poznańskim idą jednak znacznie dalej. Warszawski powstał dzięki inicjatywie, zangażowaniu i wysiłkowi jednego upartego człowieka, Arnolda Szyfmana, rzecznika nowoczesnej sztuki teatralnej; poznański – dzięki działaniom całych grup ludzi, pracujących na jego rzecz w różnych komisjach, komitetach, towarzystwach, zbierających na ten cel pieniądze nie tylko w Wielkopolsce (wtedy zwanej Wielkim Księstwem Poznańskim), ale i w Galicji, na Pomorzu. Jego budowa integrowała różne grupy i kręgi społeczne, bo przecież złe doświadczenia z roku 1843, kiedy to założono tzw. siedmiomiesięczny teatr pod kierownictwem dyrektora sceny niemieckiej, Ernesta Vogta, pozbawiony samodzielności, odrębności i własnej sali, sprawiły, że zdecydowano się na wzniesienie gmachu w centrum miasta, by oferować dom polskiej sztuce scenicznej i tutejszej, polskiej widowni.

Wśród ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie znajdziemy przedstawicieli niemal wszystkich pokoleń – od weteranów powstań narodowych, zesłańców i konspiratorów przez energicznych działaczy i animatorów poczynań społeczno-kulturalnych, reprezentantów różnych klas i zawodów, po skromnych uczestników ruchu amatorskiego, który w Wielkopolsce rozwijał się wspaniale. Prasa miejscowa (głównie „Dziennik Poznański”), galicyjska (np. „Kraj”) i pomorska (przede wszystkim „Dziennik Toruński”) zainicjowała zbiórkę pieniędzy, publikowano odezwy Do rodaków pod panowaniem pruskim, organizowano spektakle w całej prowincji, zajmowano się tą kwestią w pruskim parlamencie, rozprowadzano akcje spółki wznoszącej budynek. Kalendarium wydarzeń przedstawia się w skrócie następująco:

26 czerwca 1869 uchylono tzw. ustawę procederową, wymagającą zgody władz na przedstawienia w językach obcych (innych niż urzędowy niemiecki), co otworzyło szansę przed sceną polską;

24 lipca ukazało się w prasie toruńskiej pierwsze wezwanie do budowy teatru; miał on uniezależnić polskie występy od dyktującej warunki i zarządzanej przez Niemców sceny miejskiej na Placu Wilhelmowskim (dziś Plac Wolności);

26 listopada powstaje Komisja Tymczasowa dla powołania Komitetu Teatralnego;

1 grudnia konstytuuje się Komitet Teatralny, z prezesem Alfredem Bnińskim na czele; miał on doprowadzić do regularnych występów polskich zespołów zawodowych i wznieść teatr; taka decyzja okazała się słuszna: równoległe działania artystyczne i budowlane utrwalały w świadomości społecznej ścisły związek między sztuką i jej przyszłym domem; rzec można, iż sztuka pojawiła się pierwsza, ale akcentowano, że jej dom – nawet istniejący na razie w sferze projektów – jest niezbędny do jej „zadomowienia się” w Poznaniu;

18 grudnia Miłosz Stengel, antreprener galicyjski i Lech Nowakowski, aktor krakowski, podejmują się prowadzenia stałego teatru w Poznaniu; nie mają jeszcze wsparcia finansowego; zbiórki ruszą dopiero w następnym roku;

13 stycznia 1870 otwarty zostaje pierwszy sezon stałego teatru Zemstą Aleksandra Fredry, uroczysty prolog napisał Władysław Bełza; pojawiają się odezwy prasowe w Poznańskiem i w Galicji; rozpoczynają się prace nad powołaniem Spółki Akcyjnej;

15 września opuszczony przez wspólnika Nowakowski otwiera drugi sezon sceny zawodowej (wciąż w Teatrze Miejskim), zamknięty 14 czerwca 1871;

25 września Komitet Teatralny bierze zespół pod opiekę finansową;

13 grudnia Bolesław Potocki z Będlewa oferuje na rzecz powstającej Spółki ogród (dziś przy ulicy Libelta);

22 kwietnia 1871 Komitet Teatralny przekształca się w Spółkę Akcyjną pod nazwą „Teatr Polski w Ogrodzie Potockiego”; uchwalono sprzedaż 1200 akcji po 50 talarów, co miało dać kapitał zakładowy 60 tys. talarów;

5 maja pierwsze walne zebranie akcjonariuszy; wybrano Radę Nadzorczą i dyrekcję Spółki; postanowiono zwiększyć liczbę akcji do 2000; sprzedawano je nawet w Petersburgu;

30 września otwarto nowy sezon pod dyrekcją aktora i pisarza galicyjskiego, Stanisława Dobrzańskiego, trwający do 24 marca 1872; sezon uznano za artystycznie udany, a prasa podjęła walkę o stworzenie „obywatelskiej subwencji” dla zespołu;

9 grudnia Spółka kupiła posiadłość przy ulicy Berlińskiej (dziś 27 Grudnia) o powierzchni 2 tys. m, od Stanisława Hebanowskiego, radcy miejskiego i budowniczego; Hebanowski, który teatr miał projektować, zrzekł się wynagrodzenia za swą pracę; ogród Potockiego sprzedano już w lipcu;

w kwietniu 1872 dyrektor Spółki, Ignacy Grabowski, wiezie projekt Hebanowskiego do wiedeńskiego architekta Gottfrieda Sempera; ekspertyza wypada pozytywnie i można rozpocząć prace budowlane;

6 czerwca zjechał do miasta na występy gościnne teatr krakowski Stanisława Koźmiana i do 21 lipca, podczas 32 wieczorów, pokazał 38 sztuk z klasyki polskiej i obcej, przypominając, co znaczy dobry teatr; z Koźmianem prowadzono rozmowy na temat możliwego przejścia do Poznania, ale jego zasadniczy warunek – odpowiednie, stałe miejsce dla sceny polskiej – był jeszcze niemożliwy do spełnienia; niemniej takie żądanie mogło jedynie zwiększyć determinację osiągnięcia zaplanowanego celu;

2 października otwarto kolejny sezon polski w Teatrze Miejskim, trwający do 15 czerwca 1873; kierownikiem zespołu został dramatopisarz, Zygmunt Sarnecki, który w sierpniu złożył Spółce swoją ofertę; wystawił on ok. 70 premier, wśród nich – Halkę Moniuszki, która przyniosła świetny dochód podczas 11 spektakli;

10 marca 1873 Spółka kupuje dodatkową parcelę od Anny Skórzewskiej, zwiększając teren pod przyszłą budowę do ok. 2400 m;

8 kwietnia położono kamień węgielny;

8 października otwarto nowy sezon pod dyrekcją obywatela ziemskiego, Zygmunta Jaraczewskiego, zamknięty 17 maja; sezon nie należał do udanych z powodu słabości zespołu aktorskiego i zbyt lekkiego repertuaru; dyrektor dopłacił do swego przedsięwzięcia ok. 10 tys. talarów;

15 lutego 1874 zawarto umowę z mechanikiem wiedeńskim Barrotem, na maszynerię i dekoracje do nowego teatru;

w listopadzie gotowy już gmach wizytują nadburnmistrz Kohleis i architekt Semper;

w marcu 1875 ma miejsce publiczna prezentacja maszynerii, oświetlenia gazowego, dwóch kurtyn i 30 zmian dekoracji;

21 czerwca uroczyście otwarto teatr spektaklem Wąsów i peruki Józefa Korzeniowskiego, zagranym przez amatorów i zamkniętym żywym obrazem Obrona Trembowli;

25 września uroczysta inauguracja stałej sceny zawodowej spektaklem Zemsty Fredry; okolicznościowy prolog napisał Józef Kościelski, zagrano też jeden z polonezów Chopina i specjalną kompozycję Henryka Jareckiego; dyrekcję na dwa sezony objęli dwaj aktorzy galicyjscy: Karol Doroszyński ze Lwowa i Władysław Terenkoczy z Krakowa; po ustąpieniu Terenkoczego Doroszyński prowadził teatr do 1881 roku;

Napis na frontonie – Naród sobie – jest (jak widać) adekwatny do sytuacji, w jakiej powstał teatr i do sposobu jego wzniesienia. To zresztą jedyny taki przypadek w Polsce. Inspirację zaczerpnięto z czeskiej sceny narodowej. Ale – jak wiadomo – „Albo ma się teatr, albo ma się spokój” (jak pisał świetny krytyk międzywojenny, Witold Noskowski). Spółka nie miała więc spokoju właściwie nigdy. W czerwcu 1874 musiała zaciągnąć pożyczkę na hipotekę (40 tys. talarów), w październiku już były pustki w kasie i prasa pomieściła apel do społeczeństwa o 20 tys. talarów. Idealnym wyjściem okazał się pomysł, aby pierwsze trzy jednomarkówki niemieckie, które trafią do każdego członka zbiorowości, ofiarował on na Teatr Polski. Trzymarkówki zbierano w klimacie dobrej zabawy, anegdot, wierszyków, piosenek. Datki składali zarówno ludzie wielcy, jak mali i miały one charakter masowy. Organizowano na ten cel bale, zabawy, przedstawienia amatorskie. Była to prawdziwie masowa kwesta, podczas której naród fundował sobie teatr.

Nie znaczy to, że zniknęły kłopoty finansowe, z którymi borykała się Spółka i Teatr, a które rozwiązywano przy pomocy różnych datków i wpłat Modrzejewskiej, Kraszewskiego (od 1879 działał fundusz teatralny imienia tego pisarza), Galicyjskiego Banku Kredytowego, rodaków z wszystkich zaborów. Aby zmienić tę sytuację, 27 marca 1890 roku, z inicjatywy doktora Kusztelana, kasjera Spółki, powstała druga spółka, nazwana po prostu „Pomoc”, która miała uratować interesy Spółki „Teatr Polski w Ogrodzie Potockiego” i zapewnić byt finansowy kolejnym sezonom. Spółka „Pomoc” wybudowała na przylegającym do teatru i dokupionym teraz gruncie hotel „Victoria”, salę zabaw i obok trzypiętrową czynszową kamienicę z lokalami handlowymi od frontu. Wtedy to na dziedzińcowej elewacji teatru napisano Naród sobie”.

Stworzono doprawdy piękny dom narodowej sztuce i wielkopolskiej widowni. I stworzono go przy pomocy działań politycznych, patriotycznych, socjotechnicznych, którym nadano symboliczne znaczenie. Wzniesiono go bowiem jako narodowy świat – dom jest przecież uniwersalnym modelem świata, centrum relacji przestrzennych i międzyludzkich. Kamień węgielny z informacjami o fundatorach stanowi odległe echo starych rytuałów – budowanie domu od zawsze miało wymiar aktu stworzenia świata, wyznaczenia początku czasu. Na trzy otwarcia Teatru można więc spojrzeć jako na ślad archaicznych działań konsekrujących, zrytualizowanych przez kolejne jubileusze-święta teatralnego domu (nie dziwi więc, że Wąsy i perukę powtórzono na 50-lecie). Zgodnie z dawnymi wierzeniami dom zawiera w sobie sacrum i posiada właściwości sakralne. Powołuje do życia wspólnotę i zaprasza do niej innych. Jest miejscem pełnym harmonii.

Taki ideał realizował Teatr Polski. Odsunięty od ruchliwej ulicy, widoczny przez dwie wielkie bramy kamienicy zaprojektowanej przez Zygmunta Gorgolewskiego, jedną wjazdową, drugą wyjazdową, prezentował się wdzięcznie w skróconej perspektywie widoku. Przed budynkiem, na środku dziedzińca, założono gazon i postawiono małą, rzeźbioną fontannę. Nazywano go wciąż Teatrem Polskim w Ogrodzie Potockiego – przez pamięć o jego darczyńcy. Tę nazwę wpisano także w owal teatralnej pieczęci. Łączyła ona – znów symbolicznie – dar społeczny z darem jednostkowym, dom z ogrodem – piękna, dobra, sztuki.

Wiadomo, oczywiście, jak trudno realizuje się ideał. Teatr Polski w Ogrodzie Potockiego często do niego nie dorastał, choć nie można powiedzieć, by brakowało mu kart pięknych i wspaniałych osiągnięć. Grywali tu wielcy aktorzy, pracowali wielcy reżyserzy, wystawiano arcydzieła literatury dramatycznej. Obok tego jednakże bywało wręcz przeciwnie – znamy lata marne i chude, klęski artystyczne i finansowe. Teatr zadomowił się jednak w mieście, pojawili się ulubieńcy widowni, niekoniecznie będący wspaniałymi artystami, ale przez nią po prostu kochani.

Znaczenia przypomnianego tu aktu zbiorowej kreacji nie sposób przecenić. Zainstalowano w Poznaniu sztukę, która dotychczas pojawiała się tylko gościnnie, przywożona głównie przez zespoły wędrowne, dłuższe wizyty warszawskie (na początku stulecia) lub krakowskie (w drugiej połowie wieku), albo miała wymiar okolicznościowych imprez amatorskich. Nie bez znaczenia była także współpraca galicyjsko-pomorska, która stała się jednym z istotnych czynników łączących rozbity kraj i która wyzwalając inicjatywy zbiorowe i jednostkowe stworzyła nowy wzór powszechnego, narodowego mecenatu. Jak dotychczas – w tej skali niepowtarzalnego. Był to prawdziwy gest stwórczy, niemożliwy do zrealizowania bez wielkopolskiej organizacji, umiejętnego wykorzystania praw ekonomicznych, organicznikowskiej pasji i symboliki romantycznych koncepcji sztuki.