PREMIERA NR 4226
Od wszech czasów przed naszą erą setki, tysiące i miliony ciał, dźwigają ikoniczną postać Hamleta. Każde jego kolejne wcielenie zostawia po sobie ślad, ale także rozrzedza pierwowzór. „Very Very Hamlet” to gotycko- trashowa kapsuła czasu, w której ciało Hamleta poddawane jest performatywnej sekcji zwłok.
W klasycznym „Hamlecie” trup ściele się gęsto. Śmierć jest tam antycypowana, umoczona w metafizyce. Rozważając sens istnienia, bohater rozszerza ją do kosmicznych rozmiarów, a w finale dramatu ciała padają jak muchy, bezbronne wobec trucizny i szpady. Prędkość z jaką giną bohaterowie jest niemal zabawna.
Śmiech i śmierć różni zaledwie parę liter. Akty te są do siebie podejrzanie podobne, oba otwierają usta, zatrzymują oddech, wytrącają ciało z równowagi. Jeden jest wybuchem życia, drugi jego końcem, ale z zewnątrz potrafią wyglądać niemal tak samo. W obu przypadkach ludzkie ciało staje się niepoważne – albo na chwilę, albo na zawsze.
Na scenie można umierać bezkarnie, wielokrotnie, dlatego „Very Very Hamlet” to funeralna petarda: kompulsywny remix ciał i tożsamości, podbity absurdalnym poczuciem humoru i groteskową formą. Patos miesza się tutaj z komedią, współczesny język pasożytuje na szekspirowskiej frazie.
Knapik i Kowańska budują scenę jako palimpsest reprezentacji. Teatr w tym przedstawieniu to miejsce reprodukcji gestów i kompleksów, głosów i odgłosów. Aktorzy są tutaj jednocześnie pionkami i szachownicą (oh yeah). Przymierzają role, cytują je, przetwarzają, porzucają. Spektakl nie rekonstruuje fabuły Szekspira, za to wyciąga bohatera z prosektoryjnej chłodni by sprawdzić: czy to jeszcze da się zagrać?

Wywiad z Dominiką Knapik oraz Patrycją Kowańską _TVP3 Poznań
Wywiad z dyr. Maciejem Nowakiem po premierze „Very Very Hamlet” _ TVP3 Poznań
Przedstawienie zawiera cytaty audiowizualne. Źródła filmowe:
- “Hamlet”, reżyseria Michael Almereyda. Produkcja: Andrew Fierberg, Amy Hobby. Studio produkcyjne: double A Films. Dystrybucja: Miramax Films, USA. Rok premiery: 2000. W roli Hamleta Ethan Hawke.
- “Hamlet”, reżyseria Laurence Olivier. Produkcja: Laurence Olivier. Studio produkcyjne: Two Cities Films. Dystrybucja: J. Arthur Rank Organisation, Wielka Brytania. Rok premiery: 1948. W roli Hamleta Laurence Olivier.
- “Hamlet”, reżyseria Svend Gade, Heinz Schall. Produkcja: Asta Nielsen. Studio produkcyjne: Nielsen Film / UFA. Dystrybucja: Niemcy. Rok premiery: 1921. W roli Hamleta Asta Nielsen.
- “Le Duel d’Hamlet”, reżyseria Clément Maurice. Produkcja: Phono-Cinéma-Théâtre. Dystrybucja: Francja. Rok premiery: 1900. W roli Hamleta Sarah Bernhardt.
- “Johnny Hamlet”, reżyseria Enzo G. Castellari. Produkcja: Alberto Grimaldi. Studio produkcyjne: Fida Cinematografica. Dystrybucja: Włochy. Rok premiery: 1968. W roli Hamleta (Johnny Hamilton) Andrea Giordana.
- “Hamlet”, reżyseria Thomas Ostermeier. Produkcja: Schaubühne am Lehniner Platz. Dystrybucja: Niemcy. Rok premiery: 2016 (rejestracja spektaklu). W roli Hamleta Lars Eidinger.
Recenzje
Dla mnie super- komiksowy „Very Hamlet", trochę zabawny trochę jednak ciężki, estetycznie spójny, czarnogroteskowy. Idźcie!
Błażej Warkocki, FB, 22 kwietnia 2026
Inteligentna metaopowieść o najsłynniejszym szekspirowskim bohaterze i przewrotny wykład z historii hamletowskich adaptacji przenikają się w tym spektaklu z osobistym, intymnym zwierzeniem o śmierci. Choć jest nieustannie zasłaniane przez celne i - całkiem świadomie -szyte nader grubymi nićmi dowcipasy, okazuje się bardzo poruszające i zostawia głęboki ślad. Dezynwoltura w podejściu do klasycznego dramatu jest skutecznie podbijana świetnymi, oryginalnymi pomysłami inscenizacyjnymi i choreograficznymi, które wszechstronna obsada realizuje z potężną energią i polotem.
Przemek Gulda, https://www.facebook.com/przemek.gulda/posts/pfbid021VGxhEfZmgDmrTdW28JpqJsPhYDBkDhDjBGSSVXYZvP4ZUXWZwwRWAQr7EcoJ1Sil, 23 kwietnia 2026
Dynamiczna reżyseria Knapik i ekspresywny język, którego używa Kowańska, przepisując Hamleta, a nawet montaż atrakcji nie gwarantowałyby sukcesu, na który zasłużył ich spektakl, gdyby nie fenomenalni aktorzy i rewelacyjne aktorki Teatru Polskiego. Złowrogie miny Michała Kalety, słodycz spojrzenia Moniki Roszko, opanowanie Mariusza Adamskiego, niezdarność Alana Al-Murtathy, kontrola gestu Ewy Szumskiej i swoboda Kornelii Trawkowskiej to dodatkowe atuty Very Very Hamlet. Knapik i Kowańska prowadzą publiczność przez sceny spotkania księcia z duchem ojca, jego rozmowę z Ofelią, dialog z matką w jej sypialni i przekomarzanki z grabarzami. Aż do sekwencji pojedynku, która nikomu nie pozostawia wyboru: podobnie jak w sztuce Rosencrantz i Guildenstern nie żyją od początku wiadomo, że na końcu wszystkich czeka śmierć. I chociaż w rozbawieniu trudno nam w to uwierzyć, nie ominie także nas. Very Very Hamlet to mozaikowy bryk z Hamleta, który okazuje się brykiem z umierania. Zabawnym, jak to tragedia – śmiertelnie.
Piotr Dobrowolski, teatr-pismo.pl, 23 kwietnia 2026
Rzecz dzieje się w zakładzie pogrzebowym Very Hamlet, którego szóstka pracowników z zamiłowania do teatru elżbietańskiego i estetyki emo w sposób komiczny odgrywa scenki z rzeczonego dramatu (...) wypłukują je jednak z wszelkich szekspirowskich przyzwyczajeń i wprzegają w konwencję celowej sztuczności i groteski. Stają się wtedy jakby marionetkami w rękach szalonego inscenizatora, pogrywającego z szekspirowskimi postaciami dla zabawy i dowcipu. A skoro bohaterami spektaklu są osoby pracujące w zakładzie pogrzebowym (i w dramacie Szekspira trup ściele się gęsto), temat śmierci staje się istotnym elementem fabuły, choć nie jest poprowadzony tak śmiertelnie znowu poważnie.
Mateusz Michalski, https://www.instagram.com/na.sztuki/, 26 kwietnia 2026
W relacji do szekspirowskiego tekstu twórczynie wykazują dużą czujność i wyczucie rytmu. Oryginał - miejscami rozwlekły, barokowy w swojej frazie - jest regularnie "przebijany" współczesnymi dopiskami (za scenariusz odpowiada Patrycja Kowańska): krótkimi puentami, ironicznymi komentarzami, a czasem wręcz dosadnymi, wulgarnymi wtrętami. Ten zabieg działa przede wszystkim komicznie, precyzyjnie wyznaczając momenty, w których patos klasycznego języka zostaje przebity. Co istotne, granica między tekstem Szekspira a dopiskiem pozostaje czytelna - wiemy, kiedy zaczyna się nawias i kiedy zostaje zamknięty. Dzięki temu obecne na scenie napięcie między "wysokim" a "niskim" rejestrem językowym nie rozmywa się, lecz staje się jednym z głównych źródeł humoru.
Adam Domalewski, https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/news/spektakle,c,4/ksiaze-na-opak-wywrocony,277254.html, 2 maja 2026
W Very Very Hamlet twórczynie umiejscawiają akcję w zakładzie pogrzebowym. Bynajmniej nie po to, by sugerować, że miejsce tego tekstu jest dziś na stole sekcyjnym. Przeciwnie: Knapik i Kowańska dowodzą, że Shakespeare’owski bohater wciąż żyje, tyle że przede wszystkim jako suma cytatów, klisz, obrazów czy powidoków. Pokazują ewolucję Hamleta: kolejne wystawienia, powracające wątki, różne wcielenia tej postaci, a także to, co arcydramat z każdym następnym odczytaniem coraz mocniej zakorzenia w kulturze: doświadczenie śmierci.
Kody, którymi posługuje się Dominika Knapik, również te estetyczne, są przy tym mocno zanurzone w popkulturze: hasła „memento mori” czy „dead inside” na koszulkach, obcisłe kostiumy przywodzące na myśl halloweenowe przebrania za śmierć. Aktorzy i aktorki zapętlają klasyczne frazy Hamleta, a ich głosy brzmią mechanicznie, jakby zostały przepuszczone przez maszynkę anonimizującą wypowiedzi. Wszystko dzieje się bardzo szybko, a widowiskowość spektaklu zostaje jeszcze autoironicznie podkreślona przez wykonawców, którzy, kiedy akurat nie grają, siedzą po bokach sceny i zajadają popcorn.
Anna Pajęcka, https://teatr-pismo.pl/arti-farti/, 5 maja 2026
Szóstka aktorek i aktorów tworzy na scenie arcyzgrany team. Ta sportowa nomenklatura jest tu całkowicie na miejscu, bo performerów, którzy podczas spektaklu nie opuszczają sceny – Mariusza Adamskiego, Michała Kaletę, Alana Al-Murtathę, Monikę Roszko, Ewę Szumską i Kornelię Trawkowską – wydaje się nieustannie napędzać drużynowa energia, pozwalająca im startować w kolejnych kategoriach: od scenicznych pojedynków na szpady, jakie toczą jako postaci z Hamleta, po solowe, pantomimiczne popisy w rolach ikonicznych odtwórców tytułowej roli, aż po zbiorowy danse macabre, nie rezygnując z subtelnych, indywidualnych rysów, odsłanianych jednak w ramach organizującego całość wspólnego stylu gry. W tych „zawodach” w ślad za ich sportowym charakterem pojawia się doping, którym reszta drużyny obdarza swoich reprezentantów, występujących solo lub w duetach. W kolażowej, kalejdoskopowej formie spektaklu mienią się wątki, inscenizacyjne pomysły i nakładają na siebie kolejne tożsamości scenicznych postaci, których jest więcej niż aktorów w obsadzie. (...) aktorzy grają pracowników zakładu pogrzebowego, którzy wchodzą w role postaci z Hamleta, z duńskim księciem na czele, ale bywa też, że wcielają się w innych aktorów, którym zdarzyło się zagrać tę rolę. Tożsamości są płynne, a maski podlegają nieustannej wymianie, co w połączeniu z groteskowym rysunkiem postaci pozostawia niewielki margines na czytelne zaakcentowanie przejść pomiędzy nimi – trzeba przyznać, że aktorki i aktorzy Teatru Polskiego radzą sobie z tym koncertowo.
To wszystko sprawia, że ta dynamiczna, zabawna, utrzymana w ryzach przez precyzyjnie poprowadzoną dramaturgię opowieść odsłania w krótkich blikach swoje drugie dno. Bo niezależnie od tego, ile razy usłyszymy w naszym życiu „być albo nie być”, Hamlet będzie zawsze rezonować z naszym własnym doświadczeniem, a przez to – uruchamiać wciąż nowy potencjał.
Magda Piekarska, https://didaskalia.pl/, 2 lipca 2026
"Very Very Hamlet" jest więc spektaklem o fenomenie Hamleta i jego miejscu w naszej kulturze. Nie jest natomiast ani nabożną celebracją, ani efektownym strącaniem pomnika. Raczej czułą dekonstrukcją i rozbrajaniem mitu przez żart, przesadę i sceniczny wygłup. W jednym z wywiadów Patrycja Kowańska powiedziała wprost, że artystki „do Szekspira czują totalnie miętę”, i jestem gotów jej uwierzyć. (...) Niezaprzeczalną zaletą przedstawienia jest zaangażowanie, z jakim aktorki i aktorzy wchodzą w ten materiał. To na nich spektakl w dużej mierze się trzyma, ponieważ większość pomysłów niesie w sobie bardzo konkretny rodzaj ryzyka. Wystarczy trochę przegiąć albo trochę nie dociągnąć, nie utrzymać balansu między nastrojami, źle wyważyć ironię czy puścić do publiczności o jedno oczko za dużo (albo za mało) – i cała konstrukcja zwyczajnie się rozpada, zostawiając po sobie poczucie niezręczności i zażenowania. Zespół Teatru Polskiego świetnie sobie poradził z tak postawionym zadaniem. Opanowanie gęstej, różnorodnej partytury ruchów, ripost i tonów naprawdę robi wrażenie.
Henryk Mazurkiewicz Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu., teatralny.pl, 8 lipca 2026


