„Krakowiacy i Górale” w 2015 roku też są o rewolucji.

 „Krakowiacy i Górale” w 1794 roku wywołali rewolucję. Błaha historia miłosna okazała się insurekcyjnym manifestem. Niepozorna fabuła podgrzała i tak już wrzące polityczne emocje. Mieszkańcy Warszawy wychodzili na ulice śpiewając arie z opery Bogusławskiego, a sparafrazowany fragment „Wy uczciwi, którzy wszędzie cierpicie dla cnoty” porównywany był z francuskimi pieśniami rewolucyjnymi: „Ça ira” i „Marsylianką”.

„Krakowiacy i Górale” w 2015 roku też są o rewolucji. Po przeszło dwustu dwudziestu latach w mocy pozostają pytania o równość i braterstwo, które brał na sztandary Kościuszko, i które stały u początków polskiej nowoczesności. Ciągle warto pytać o zgodę, do której wzywał Bogusławski – czy aby nazbyt prędko nie unieważnia ona istniejących napięć społecznych? Trzeba wreszcie zapytać o możliwość rewolucji – czy każda musi się kończyć tak samo: stosem trupów i klęską pięknych ideałów?

Bilety w cenach

  • I Strefa: 50 PLN/ 30 PLN;
  • II Strefa: 40 PLN/ 30 PLN;
  • Grupy powyżej 15 osób 25 PLN (dotyczy Dużej Sceny oraz Malarni). Bilet dla opiekuna Grupy 5 PLN.

 

Udział w festiwalach i konkursach

  • Spektakl „Krakowiacy i Górale” Wojciecha Bogusławskiego w reż. Michała Kmiecika zagrany został na 42. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych „Klasyka Polska”

 

Wideo

Recenzje

Kmiecik zaangażował niemal cały zespół Teatru Polskiego. Aktorzy grają energicznie i w zrozumiały sposób podają tekst Bogusławskiego. Uwagę zwraca choreografia Maćko Prusaka, współczesna muzyka (kierownictwo muzyczne Adam Domurat) i kostiumy Julii Kosmynki, które zgrabnie łączą motywy ludowe ze współczesną modą. Cały spektakl ogląda się świetnie, akcja toczy się wartko, rozwiązania kolejnych scen są pomysłowe i zabawne (w pewnym momencie aktorzy zaczynają nawet śpiewać operowo). (...) Realizatorzy uruchamiają konteksty narosłe wokół „Krakowiaków i Górali", jednocześnie próbując połączyć je z sytuacją współczesną.

Stanisław Godlewski, „Gazeta Wyborcza", 21 grudnia 2015

Przenikający do spektaklu Kmiecika polityczny kontekst polskiej rzeczywistości ostatnich tygodni roku 2015 sprawia, że wymowa utworu Bogusławskiego znów okazuje się zaskakująco aktualna. (...) Obok wspomnianych Ewy Szumskiej, Barbary Krasińskiej, Przemysława Chojęty i Pawła Siwiaka wyróżnia się świetna Agnieszka Findysz, ironicznie przerysowująca postać Basi i Marcela Stańko, grająca nieprzytomną z przejęcia Zosię – pannę młodą. (...) Kmiecik ciekawie i trochę prowokacyjnie zainicjował dyskusję na temat wspólnoty, mówiąc o prowokowanym przez zubożałego inteligenta anarchistycznym zrywie w obronie wolności. Zwaśnione grupy, po zjednoczeniu, poprowadzone są do wspólnej walki. Ta projekcja zmusza do zastanowienia się nad pytaniem, czy dzisiaj, wobec narastającego oburzenia społecznego, Polacy będą w stanie kontynuować swój zryw, by w końcu wyjść na barykady – nie w imię poparcia konkretnych poglądów, przeciwko komukolwiek, czy domagając się chleba, a w imię ideałów wolności, równości i braterstwa. Młody reżyser rysuje utopijny projekt rewolucji skierowanej przeciwko każdej władzy, siłą próbującej narzucić społeczeństwu swój punkt widzenia. A może już do niej wzywa?

Piotr Dobrowolski, "Didaskalia", 2 lutego 2016

Tutaj rzecz nie dzieje się dawno temu w podkrakowskiej Mogile, ale tu i teraz w mieście Warszawa, w którym rozgrywają się transmitowane przez media uliczne walki między zwaśnionymi polskimi plemionami. Krakowiacy biją się z Góralami pod palmą na rondzie de Gaulle'a, którą na samym początku niechcący przewraca oddający na nią mocz Jonek, i oczywiście pod świętej pamięci tęczą na placu Zbawiciela. Poznańskim elementem są dwa koziołki, które tylko czekają na to, by się zderzyć głowami. Słowem, wszyscy są przygotowani na czołowe zderzenie. Ale czy naprawdę jest o co się tłuc? Czy ci, co się tłuką, aby na pewno są wrogami? I kto może ich pogodzić?

Bardos u Bogusławskiego zdaje egzamin - a dzisiejsze polskie elity intelektualne? Te ważne pytania zadaje Michał Kmiecik z dramaturgiem Piotrem Morawskim. Warto spróbować na nie odpowiedzieć. "Krakowiaków i Górali" z dodatkiem "Iskahara, króla Guaxary" ogląda się zaskakująco dobrze [...] emanuje ze sceny cudowna energia, która się uwolniła wraz z niedawną zmianą dyrekcji Polskiego, będąca dobrym prognostykiem na przyszłość, co najlepiej w "Krakowiakach i Góralach" pokazali świetnymi rolami Agnieszka Findysz w roli Basi i Paweł Siwiak w roli Jonka. Brawo!»

Mike Urbaniak, Gazeta Wyborcza nr 24/30.01 - dodatek Wysokie Obcasy, 1 lutego 2017

Największe wrażenie robi jednak ruch sceniczny. Niezwykle precyzyjny, stworzony przez Maćko Prusaka. Część elementów przypomina jako żywo balet, inne - hipnotyczne i bazujące na powtarzalnych sekwencjach - budują uczucie niepokoju i zagrożenia. Bo choć tytułowi bohaterowie, reprezentanci dwóch skłóconych grup, żyją tym, co ich łączy i dzieli, są tylko trybikami w wielkiej machinie walki i wojny. Kmiecik nieustannie przypomina kontekst historyczny dramatu.

Ewelina Szczepanik, teatrdlawas.pl, 22 stycznia 2016

Podkrakowska wieś, Stach i Basia chcą się pobrać, ale zakochana w Stachu macocha Basi jej rękę obiecuje Góralowi Bryndasowi. Gdy ten dowiaduje się, że panna go nie chce, poprzysięga zemstę całej wsi. Zgodę na dwóch wrogo nastawionych plemionach wymusza sprytny student.

Reżyser Michał Kmiecik i dramaturg Piotr Morawski z prościutkiej intrygi tworzą lekkie i dowcipne muzyczne widowisko, w którym przeszłość sprawnie miesza się ze współczesnością. Ludowość jest spod znaku etno, kapliczka z Matką Boską sąsiaduje ze sztuczną palmą, skateparkiem i ulicznymi sygnalizatorami. Bogusławski napisał swój mający siłę dynamitu wodewil na wybuch powstania kościuszkowskiego, wiarę w siłę polskiej wsi i braterstwo wszystkich stanów łączył z nawoływaniem do narodowej zgody i zaniechania zemsty na przeciwnikach.

Aneta Kyzioł, Polityka nr 3/13-19.01, 13 stycznia 2016

"Dalej bracia, dalej żywo, otwiera się dla nas żniwo, rzućwa pługi, rzućwa radło, trza wojować, kiej tak padło" - "Krakowiacy i Górale" zaczynają się przejmującą pieśnią Marianny (znakomita Ewa Szumska). Kurtyna za jej plecami długo się nie podnosi. Cierpliwość publiki, spragnionej barwnego widowiska, zostaje poddana próbie. Twórcy poznańskiego spektaklu biorą na cel naszą skłonność do ucieczki przed problemami społecznymi w ckliwy banał ludowego love story. Unikając moralizatorstwa, serwują nam zgrabny wodewil. W tle nadal góruje młyńskie koło, jednak podkrakowska wieś, miejsce akcji, wyraźnie się zmodernizowała. Nad sceną wiszą uliczne sygnalizatory i dźwigi, w głębi sztuczna palma. Pośrodku skatepark, arena zmagań zwaśnionych gangów. Wśród tych atrybutów nowoczesności w kącie oświetlona niczym tandetna choinka stoi Matka Boska z plastiku - ostatnia deska ratunku.

Michał Centkowski, Newsweek Polska nr 2, 5 stycznia 2016