Macocha
Reż. Błażej Biegasiewicz
Premiera nr 4209
Data premiery: 17 II 2023 roku
Malarnia
Czas trwania: 90 minut
Chcesz wiedzieć, kiedy zagramy ten spektakl?

O spektaklu
Kto trafia na dno otchłani?
Poza grzesznikami i przestępcami na pewno czyhają tam wszystkie macochy.
Zgodnie z wymową najsłynniejszych baśni, dramatów i powieści dawnych czasów, są one, co do jednej: egoistyczne, zazdrosne, nikczemne i okrutne.
W spektaklu podejmiemy próbę zdekonstruowania negatywnego wizerunku macochy, tak niespotykanie jednomyślnego i spójnego na przestrzeni stuleci.
Aktorki, wcielając się w archetypowe postacie z bajek i baśni, przytoczą stare historie, spróbują zrozumieć, potępić, a być może okazać współczucie ich bohaterkom. Jednocześnie na kanwie prawdziwych świadectw zmierzą się ze współcześnie istotnymi problemami i zagadnieniami tej roli.
Chcemy ukazać genezę stereotypu, który w kulturze jest wciąż silnie zakorzeniony – piętnuje postać macochy, jest źródłem fałszywego, szkodliwego wyobrażenia. Jednocześnie staje się on przyczynkiem do zbadania trudnej relacji pomiędzy macochami i pasierbami, często równie mrocznej co same baśni.
Realizatorzy
Reżyseria: Błażej Biegasiewicz
Dramaturgia: Beniamin M. Bukowski
Scenografia i kostiumy: Alicja Kolińska
Muzyka: Łukasz Rogacki
Choreografia: Anna Obszańska
Reżyseria światła: Tomasz Schaefer
Inspicjent: Karol Gromek
Identyfikacja wizualna: Marcin Markowski
Obsada
Konrad Cichoń
Dominika Markuszewska
Ewa Szumska
Kornelia Trawkowska
Galeria
Recenzje
Pod względem aktorskim zespół Teatru Polskiego po raz kolejny zaprezentował poziom, do którego zdążył nas już trochę przyzwyczaić. Każda z postaci zagrana została świadomie, z namysłem i pomysłem, nie wyłapałam jakichkolwiek interpretacyjnych niejasności czy półśrodków. Ciekawa jestem skutków upływającego czasu, który w przypadku nowych spektakli bardzo często działa na ich korzyść. Artyści "rozpychają się" w swoich postaciach, historia nabiera tempa, sprawności, staje się bardziej nasycona, wyrazista. Alicja Kolińska, scenografka i kostiumografka zadbała o to, by osadzona w baśniowości warstwa wizualna spektaklu, nie stała w kontrze do jego uczłowieczającego macochę (jako postać, i jako koncept) przesłania. Mieliśmy więc zarówno ramę lustra, jak i podłogę, która je imitowała, srebrną opaskę we włosach przypominającą koronę i długą, królewską wręcz spódnicę, ale do tego adidasy, spodnie dresowe i oficerskie buty. Nienachalna, ale obecna muzyka Łukasza Rogackiego wzmocniła panującą w Malarni aurę tajemniczości i wprowadziła kilka interesująco zmodyfikowanych elementów, będących połączeniem przeciwległych estetycznie biegunów, co w wiedźmim finale spektaklu wyszło wręcz fantastycznie. Spektakl mija szybko, a kiedy już się kończy - zostaje w myślach. Jeszcze przez kilka chwil domaga się uwagi. I choć nie jest to doznanie kwalifikujące się do katharsis, jest to opowieść, której warto uważnie wysłuchać.
Po latach obcowania z macoszym wizerunkiem, z obrzydzeniem i strachem odmienianym przez wszystkie przypadki, bardzo dobrym posunięciem było włożenie tej postaci w ramy obrazu codziennych zmagań. One nie istnieją tylko w baśniach, ich sensem istnienia nie jest wypełnianie historii czyjegoś życia czernią swojej postaci. Ta czerń jest w nas. I to od nas zależy, czy narysowany kontur, linia więzi czy fragment pejzażu przyszłości będzie jej odbiciem, czy raczej zaprzeczeniem. Wybierzcie się na Macochę. Posłuchajcie jej. Posłuchajcie ich. Posłuchajcie siebie.
Macocha to spektakl, który podejmuje trudny i nieobecny w debacie społecznej, temat relacji macochy z pasierbem. Relacji naznaczonej piętnem rozbitej rodziny, która podstępnie skazuje obie strony na wzajemną niechęć. Nie ma tutaj miejsca na szczerą rozmowę, nie ma miejsca na akceptację i szacunek. Jest za to nieustająca walka o uwagę i czas tej trzeciej strony – partnera i ojca, który najczęściej stoi z boku i biernie przygląda się narastającemu konfliktowi.
Spektakl Teatru Polskiego w Poznaniu niewiele zmieni w kwestii traktowania macoch. Nadal pozostaną tymi złymi kobietami, złodziejkami ojców i czarownicami. Dobrze jednak, że tak ważny temat pojawia się na teatralnych deskach, a co za tym idzie wywołuje dyskusję i zmusza do zastanowienia się nad rolą i wizerunkiem współczesnej macochy. Kobiety, która nie zawsze jest wrogiem, która często błądzi po omacku, bo przecież nie ma w sobie instynktu i nikt nie uczy jej, jak być macochą. W przeciwieństwie do bogatej oferty poradników traktujących jak być matką – dobrą, a nawet idealną, o macochach powstały tylko baśnie. Baśnie, w których rola złego bohatera została przypisana właśnie im – tym drugim, tym gorszym.
Może nadszedł więc czas, aby skupić swoją uwagę na tych, które nie urodziły, ale starają się odnaleźć w nowej roli i zbudować pozytywne relacje z pasierbami. Może trzeba w końcu odczarować mit złej macochy, która zabija, a następnie zjada swojego pasierba. Poznański spektakl jest dobrym punktem wyjścia do refleksji nad wizerunkiem macochy i dobrym początkiem debaty o roli macochy w rodzinie. Jest także próbą odczarowania, zakorzenionego w kulturze, wyobrażenia macochy jako tej złej, a nawet tej najgorszej.
„Macocha", gdyby ją rozłożyć na czynniki pierwsze, to historia o pasierbie, który wraca do rodzinnego domu i najprawdopodobniej planuje w nim zostać na dłużej. Po przekroczeniu progu domu, zastaje w nim macochę. Chłopak (Konrad Cichoń) widzi jedną kobietę, ale widzowie dostrzegają wszystkie jej trzy odcienie. Zabieg rozbicia macochy (Ewa Szumska, Kornelia Trawkowska, Dominika Markuszewska) na trzy postaci, z których każda stara się być inną częścią osobowości bohaterki jest ciekawy i pozwala na poznanie macochy z różnych stron, daje możliwość zobaczenia jej wewnętrznych bolączek.
Ta niekomfortowa, dla obu stron, sytuacja przeplatana jest baśniami braci Grimm i Christiana Andersena. Słyszymy motywy znane z „Królowej śniegu", „Królewny Śnieżki", „Kopciuszka" czy nie tak popularnej baśni braci Grimm o tytule „Krzak jałowca". Ponadto dramaturg, Beniamin M. Bukowski zdecydował się na wplecenie motywów zwierzęcych, jak ten o młodym ptaku i wylatywaniu z gniazda czy zaciekłej wilczycy. Przyroda wyrażana jest nie tylko w animalistycznych fragmentach, ale pojawia się też rozbudowana symbolika jabłoni i jej owoców. Do tego bogactwa inspiracji dochodzi bardzo osobista historia o byciu macochą i matką opowiedziana przez Dominikę Markuszewską.
W kontraście do przepychu inspiracji stoją zaprojektowane przez Alicję Kolińską kostiumy i scenografia są bardzo funkcjonalne i spójne, dominuje czerń, szarość, różne odcienie niebieskiego. Ten minimalizm działa na korzyść przedstawianej historii, nie przytłacza i zwyczajnie cieszy oko realizując zasadę, że czasem mniej znaczy więcej.
Podzielenie macochy na trzy osoby umożliwia pokazanie złożoności procesu, jakim jest stanie się „demoniczną nie-matką". Stereotyp macochy jest niezwykle silny, co twórcy pokazali nawiązując do powszechnie znanych baśni i starali się je przełamać w scenie parodiującej „Krzak jałowca". Ponadto nie poruszono tutaj jedynie problemu relacji na linii macocha-pasierb, ale również zarysowano to, z jaką presją mierzy się wejście w życie mężczyzny z dzieckiem jako jego kolejna partnerka. Tutaj z kolei ukazane są kolejne stereotypy dotyczące ekspartnerki, które oscylują pomiędzy niedoścignionym ideałem, a patologiczną niedoskonałością.
Oswojenie
Po najechaniu na ikonę pojawi się opis.
W spektaklu używane są światła stroboskopowe




